-Nie zapominaj, że w Sangacji żaden zbrodniarz nie pozostanie bezkarny, dopóki ja żyję. Jeśli prawo okaże się bezsilne, z łatwością mogę je ominąć. Moi ludzie znajdą sposób na wyeliminowanie z gry absolutnie każdego, kogo im wskażę, nie wyłączając Imperatorki. A ten Carradine nie sprawi im większego problemu niż uprzykrzona mucha.
-A jednak nalegam, by zostawił go pan dla mnie – pokręciła głową. – Obiecuję, że będą bardzo rozsądna i wyrównam rachunki dopiero wtedy, gdy nikomu już w ten sposób wkupić się w łaski gromady, lecz nie mogła oszukać natury. W jej geny nie wpisano „efektu przesileniowego”, potrzebowała – jak Sangacjanie – około ośmiu godzin snu na dobę przez cały okrągły rok. Przymusowe skracanie tego czasu do trzech godzin, utrzymujące się przez kilka tygodni, może doprowadzić ją na skraj wyczerpania.
Szukała właśnie w myślach rozwiązania tej trudności, gdy z zadumy wyrwały ją słowa Aldorenta, kńczącego jakąś dłuższą przemowę:
-Mówił mi dzisiaj, że przyjedzie tu najpóźniej dziewiątego kwietnia, to jest... – przeliczał przez chwilę w głowie kalendarze – dwudziestego Tarsak. A więc jutro.
-Kto tu przyjedzie? – spytała, drgnąwszy silnie i zaczynając już odczuwać niepokój. Ostatnio prawie bez przerwy była zaniepokojona i rozdrażniona, tęskniąc za Loraną i irytując się niechęcią rodziny do Quatessinki i oparła nareszcie skroń o bark tamtej, milknąc na dobre po tej żarliwej deklaracji. Lorana otoczyła ramieniem jej smukłą kibić, mocniej przyciągając do siebie przyjaciółkę i stopniowo się rozluźniając. Siedziały tak do późych godzin, ciesząc się łagodnymi podmuchami wiatru, uroczystym pięknem rojących się bez opamiętania gwiazd i aksamitem nieba, nie dbając o narastające pragnienie snu, jakby miała to być ich ostatnia wspólna noc, lgnąc do siebie czule i wymieniając od niechcenia lekkie jak wiosenny wiatr pocałunki.
Ten zaś, który przywiódł malarkę do zakazanego dla niej miejsca, czuwał nad dziewczętami dyskretnie tuż za płotem, powściągając ciekawość i nie popatrując na nie w bladej poświacie pyzatego księżycaazję, by spłacić także tamten zadawniony dług. W osobie Derry ocalał zarówno matkę, jak i brata, dwoje nieszczęśliwych, osamotnionych, nie rozumianych przez świat ludzi.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 9703 9704 9705 9706 9707 10353 10354 10355