Derra wstała. Lorana jęła ją łagodnie za łokieć i przy wtórze szeptów przysięgłych zaprowadziła na miejsce, a następnie wróciła do ławki i znów usiadła pomiędzy Aldorentem i Raszkiewiczem.
-Wkrótce znów będę widzieć – odezwała się Derra. – Za kilka dni Aldorent zabiera mnie na badania do Polinii. Mówił ci już o tym, że pewien sławny profesor wprawi mi sztuczne oczy?
-Owszem, mówił, nawet dość sporo.
Tylko tyle. Tylko taka odpowiedź. Żadnego szału szczęścia, żadnego padania sobie w ramiona, żadnych pełnych pasji pocałunków. Formowała się omiędzy nimi jakaś niewidzialna ściana, złożona z niedomówień i obaw.
-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 9648 9649 9650 9651 9652 10353 10354 10355