-Kruczek będzie spuszczony – odszepnęła.
-Niczym się nie martw. Mam jeszcze te igiełki z narkotykiem, który natychmiast powala wołu. Uśpię psisko na ładnych kilka godzin.
-Dziękuję, kochany przyjacielu.
Pamiętała dobrze tę sztuczkę, jedną z jego ulubionych. Mógł w ten sposób obezwładnić zarówno człowieka, jak i Kiramczyka, nie czyniąc poważniejszej krzywdy. Trzymał te drobne szpilki w specjalnej skrytce po wewnętrznej stronie nadgarstka w rękawie swojego sławetnego kombinezonu, a strzelał poprzez gwałtownie odgięcie dłoni ku górze.
Udawał, że rozbiera się i kładzie do snu, a potem przewracała się nerwowo pod kocem, chcąc odczekać chwilę wystarczająco długą, by być pewną, że oboje jej rodzice, a także wszędobylski braciszek, mocno już śpią. Wreszcie wstała, przebrała się z powrotem w sukienkę, naciągnęła na ramiona lekki sweterek, ponownie wsunęła stopy w bambosze z owczej wełny, w których mogła chodzić nawet po najbardziej skrzypiącej podłodze, nie sprawiając hałasu, a potem zeszła na dół, wstąpiła do sieni, odciągnęła delikatnie przytrzymujący drzwi skobel i ostrożnie zeszła po kilku stopniach na podwórze. Postała przez chwilę bez ruchu, by upewnić się, że gospodarski pies nie złapie jej znienacka zębiskami za łydkę. Kiedy poczuła się w miarę bezpiecznie, okrążyła powoli dom, wodząc prawą dłonią po szorstkości belki na wysokości piersi. Delikatnie, by nie spowodować skrzypienia dawno nie oliwionych zawiasów przerdzewiałej furtki, weszła do małego ogrodu, w którym rosło kilka starych owocowych drzew, nie licząc wybujałych malinowych krzewów kwiatowych rabatek, które Armina starannie pielęgnowała. Zbliżyła się do wąskiej ławeczki, na której mnóstwo razy siadała kiedyś wieczorami z Millą, i zawołała cicho:
-Aldorent? Lorana?
-Jestem tutaj – usłyszała drogi szept, dobiegający z bardzo bliska. W milczeniu siadła na ławce obok Quatessinki, składając obie dłonie na podołku. Przez kilka chwil żadna z nich się nie odzywała. Siedziały tylko, ciesząc się urokiem pogodnego zmierzchu i obecnością tej drugiej. Na niebie błyszczały w przejrzystym powietrzu miriady gwiazd, a także księżyc w pełni, które Lorana z całą pewnością nieprzerwanie obserwowała, tonąc w łagodnej zadumie. Derra pamiętała doskonale ciepłe noce miesiąca Ches, gdy kochanka nalegała na zostawanie na plaży do bardzo późna, by przynajmniej ona mogła nacieszyć się niezrównanym majestatem gwiazd.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 93 94 95 96 97 10353 10354 10355