-Ty też zbyt wiele wycierpiałaś, chociaż w inny sposób. Dopóki żyję, już nigdy nie będziesz sama.
Przysunęła się bliżej do Quatessinki i oparła nareszcie skroń o bark tamtej, milknąc na dobre po tej żarliwej deklaracji. Lorana otoczyła ramieniem jej smukłą kibić, mocniej przyciągając do siebie przyjaciółkę i stopniowo się rozluźniając. Siedziały tak do późych godzin, ciesząc się łagodnymi podmuchami wiatru, uroczystym pięknem rojących się bez opamiętania gwiazd i aksamitem nieba, nie dbając o narastające pragnienie snu, jakby miała to być ich ostatnia wspólna noc, lgnąc do siebie czule i wymieniając od niechcenia lekkie jak wiosenny wiatr pocałunki.
Ten zaś, który przywiódł malarkę do zakazanego dla niej miejsca, czuwał nad dziewczętami dyskretnie tuż za płotem, powściągając ciekawość i nie popatrując na nie w bladej poświacie pyzatego księżyca nie oliwionych zawiasów przerdzewiałej furtki, weszła do małego ogrodu, w którym rosło kilka starych owocowych drzew, nie licząc wybujałych malinowych krzewów kwiatowych rabatek, które Armina starannie pielęgnowała. Zbliżyła się do wąskiej ławeczki, na której mnóstwo razy siadała kiedyś wieczorami z Millą, i zawołała cicho:
-Aldorent? Lorana?
-Jestem tutaj – usłyszała drogi szept, dobiegający z bardzo bliska. W milczeniu siadła na ławce obok Quatessinki, składając obie dłonie na podołku. Przez kilka chwil żadna z nich się nie odzywała. Siedziały tylko, ciesząc się urokiem pogodnego zmierzchu i obecnością tej drugiej. Na niebie błyszczały w przejrzystym powietrzu miriady gwiazd, a także księżyc w pełni, które Lorana z całą pewnością nieprzerwanie obserwowała, tonąc w łagodnej zadumie. Derra pamiętała doskonale ciepłe noce miesiąca Ches, gdy kochanka nalegała na zostawanie na plaży do bardzo późna, by przynajmniej ona mogła nacieszyć się niezrównanym majestatem gwiazd.
Jednakże to milczenie trwało już zbyt długo i ciągnęło się niepokojąco, jakby obie, znów zostając sam na sam, czuły zadziwiające skrępowanie, które zmuszało je do gorączkowego poszukiwania w myślah właściwych słów. A przecież liczyło się także dobro innych ludzi, chociażby tego starca, któremu pomimo zgromadzonej w jednych rękach olbrzymiej władzy udało się pozostać przyzwoitym w gruncie rzeczy człowiekiem. Przypomniała sobie, jak przyjaciel mówił o zbierających się nad głową Raszkiewicza ciemnych chmurach, i zrobiło jej się wstyd z powodu zaabsorbowania wyłącznie sobą.
-Aldorent wspominał, że Jackson i kilku innych Eliminatorów próbuje usunąć pana ze stanowiska. Nie chcę, aby ktokolwiek skrzywdził pana z mojego powodu. Bardzo nie lubię, kiedy ludzie przeze mnie cierpią. Wiem, że Jackson jest mściwy i nie boi się nawet Wielkiego Ducha nie było, lecz nigdy na tyle głupi, by rzeczywiście uwierzyć w Jego nieistnienie bądź nawet otwarcie je głosić.
Ratując Derrę ocalał od zagłady także własną duszę, przez tak długi czas schowaną w zakurzonej skrytce. Wreszcie naprawdę miał po co i dla kogo żyć. Był na tyle samotny, by przywiązać się do tej niemal zupełnie obcej dziewczyny rozpaczliwym uczuciem, będącym kombinacją miłości jcowskiej oraz iście chrześcijańskiego miłosierdzia, a celem jego życia było służenie własnym, urojonym celom.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 7 8 9 10 11 10353 10354 10355
Przysunęła się bliżej do Quatessinki i oparła nareszcie skroń o bark tamtej, milknąc na dobre po tej żarliwej deklaracji. Lorana otoczyła ramieniem jej smukłą kibić, mocniej przyciągając do siebie przyjaciółkę i stopniowo się rozluźniając. Siedziały tak do późych godzin, ciesząc się łagodnymi podmuchami wiatru, uroczystym pięknem rojących się bez opamiętania gwiazd i aksamitem nieba, nie dbając o narastające pragnienie snu, jakby miała to być ich ostatnia wspólna noc, lgnąc do siebie czule i wymieniając od niechcenia lekkie jak wiosenny wiatr pocałunki.
Ten zaś, który przywiódł malarkę do zakazanego dla niej miejsca, czuwał nad dziewczętami dyskretnie tuż za płotem, powściągając ciekawość i nie popatrując na nie w bladej poświacie pyzatego księżyca nie oliwionych zawiasów przerdzewiałej furtki, weszła do małego ogrodu, w którym rosło kilka starych owocowych drzew, nie licząc wybujałych malinowych krzewów kwiatowych rabatek, które Armina starannie pielęgnowała. Zbliżyła się do wąskiej ławeczki, na której mnóstwo razy siadała kiedyś wieczorami z Millą, i zawołała cicho:
-Aldorent? Lorana?
-Jestem tutaj – usłyszała drogi szept, dobiegający z bardzo bliska. W milczeniu siadła na ławce obok Quatessinki, składając obie dłonie na podołku. Przez kilka chwil żadna z nich się nie odzywała. Siedziały tylko, ciesząc się urokiem pogodnego zmierzchu i obecnością tej drugiej. Na niebie błyszczały w przejrzystym powietrzu miriady gwiazd, a także księżyc w pełni, które Lorana z całą pewnością nieprzerwanie obserwowała, tonąc w łagodnej zadumie. Derra pamiętała doskonale ciepłe noce miesiąca Ches, gdy kochanka nalegała na zostawanie na plaży do bardzo późna, by przynajmniej ona mogła nacieszyć się niezrównanym majestatem gwiazd.
Jednakże to milczenie trwało już zbyt długo i ciągnęło się niepokojąco, jakby obie, znów zostając sam na sam, czuły zadziwiające skrępowanie, które zmuszało je do gorączkowego poszukiwania w myślah właściwych słów. A przecież liczyło się także dobro innych ludzi, chociażby tego starca, któremu pomimo zgromadzonej w jednych rękach olbrzymiej władzy udało się pozostać przyzwoitym w gruncie rzeczy człowiekiem. Przypomniała sobie, jak przyjaciel mówił o zbierających się nad głową Raszkiewicza ciemnych chmurach, i zrobiło jej się wstyd z powodu zaabsorbowania wyłącznie sobą.
-Aldorent wspominał, że Jackson i kilku innych Eliminatorów próbuje usunąć pana ze stanowiska. Nie chcę, aby ktokolwiek skrzywdził pana z mojego powodu. Bardzo nie lubię, kiedy ludzie przeze mnie cierpią. Wiem, że Jackson jest mściwy i nie boi się nawet Wielkiego Ducha nie było, lecz nigdy na tyle głupi, by rzeczywiście uwierzyć w Jego nieistnienie bądź nawet otwarcie je głosić.
Ratując Derrę ocalał od zagłady także własną duszę, przez tak długi czas schowaną w zakurzonej skrytce. Wreszcie naprawdę miał po co i dla kogo żyć. Był na tyle samotny, by przywiązać się do tej niemal zupełnie obcej dziewczyny rozpaczliwym uczuciem, będącym kombinacją miłości jcowskiej oraz iście chrześcijańskiego miłosierdzia, a celem jego życia było służenie własnym, urojonym celom.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 7 8 9 10 11 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-Jak zachowywał się...
-Niczym się nie mar...
-Nie obchodzi ich t...
-No dobrze, na mnie...
-Masz rację, chłopc...
Jednakże to milczen...
-Także Michael Carr...
-Założę się, że min...
Przysunęła się bliż...
-Ależ ufam ci, Derr...
-Niczym się nie mar...
Udawał, że rozbiera...
-Nie – odszep...
Derra wstała i zacz...
-Nie wiem, jak to s...
-Ty też zbyt wiele ...
-Przed kilkunastoma...
-Owszem, mówił, naw...
Wciąż trochę bała s...
Wszystkie teksten
-Jak zachowywał się...
-Niczym się nie mar...
-Nie obchodzi ich t...
-No dobrze, na mnie...
-Masz rację, chłopc...
Jednakże to milczen...
-Także Michael Carr...
-Założę się, że min...
Przysunęła się bliż...
-Ależ ufam ci, Derr...
-Niczym się nie mar...
Udawał, że rozbiera...
-Nie – odszep...
Derra wstała i zacz...
-Nie wiem, jak to s...
-Ty też zbyt wiele ...
-Przed kilkunastoma...
-Owszem, mówił, naw...
Wciąż trochę bała s...
Wszystkie teksten