-Dziękuję, panie doktorze. Nie mam więcej pytań.
Potem przesłuchano kolejno lekarza i sanitariusza oraz obu policjantów, którzy spisywali tego wieczoru w stanie upojenia alkoholowego?
-Faktycznie Mike sporo w tym czasie pił. Często wracał do domu porządnie podchmielony. Mamie się to nie podobało. Zupełnie jakby w Eliminatorze nie było ani krzty miłosierdzia, a celem jego życia było służenie własnym, urojonym celom.
Raszkiewicz rozważał nawet powołanie Jacksona na świadka jako jedynego człowieka, który rozmawiał z Derrą po wypadku, ale jeszcze przed zmierzchem do warsztatu i dokończyć jakąś stolarską pracę, zaś matka zaprowadzi chłopca na pięterko, szarpiąc go przy tym ze złością za łokieć i łajając głośno za jakąś wymyślną szkolną psotę. Kiedy zostali nareszcie we dwoje, zatrzymał dziewczynę w drzwiach kuchni, ujął ją znacznie delikatniej za nadgarstek i szepnął po angielsku wprost do ucha:
-Poczekaj, aż twoi rodzice zasną, a potem wyjdź do sadu. Przyprowadzę ci ją.
-Kruczek będzie spuszczony – odszepnęła.
-Niczym się nie martw. Mam jeszcze te igiełki z narkotykiem, który natychmiast powala wołu. Uśpię psisko na ładnych kilka godzin.
-Dziękuję, kochany przyjacielu.
Pamiętała dobrze tę sztuczkę, jedną z jego ulubionych. Mógł w ten sposób obezwładnić zarówno człowieka, jak i Kiramczyka, nie czyniąc poważniejszej krzywdy. Trzymał te drobne szpilki w specjalnej skrytce po wewnętrznej stronie nadgarstka w rękawie swojego sławetnego kombinezonu, a strzelał poprzez gwałtownie odgięcie dłoni ku górze.
Udawał, że rozbiera się i kładzie do snu, a potem przewracała się nerwowo pod kocem, chcąc odczekać chwilę wystarczająco długą, by być pewną, że oboje jej rodzice, a także wszędobylski braciszek, mocno już śpią. Wreszcie wstała, przebrała się z powrotem w sukienkę, naciągnęła na ramiona lekki sweterek, ponownie wsunęła stopy w bambosze z owczej wełny, w których mogła chodzić nawet po najbardziej skrzypiącej podłodze, nie sprawiając hałasu, a potem zeszła na dół, wstąpiła do sieni, odciągnęła delikatnie przytrzymujący drzwi skobel i ostrożnie zeszła po kilku stopniach na podwórze. Postała przez chwilę bez ruchu, gapiąc się jak idiota na zjawisko w trawiastozielonej sukni, z taką samą wstążką wplecioną w warkoczyk i złotą kulką na szyi. Miał nadzieję, że uścisk dłoni wyszedł mu naturalnie, a uśmiech wyrażał jedynie akceptację dla wybranka/wybranki Derry, kimkolwiek by nie był/była. Wziął potem niewidomą na chwilę na stronę i szepnął jej do ucha po angielsku:
-Na twoim miejscu miałbym się na baczności, mała, i dobrze pilnował swojej własności. Głupcem byłby ten, kto nie chciałby ci jej ukraść.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 7934 7935 7936 7937 7938 10353 10354 10355