-Wolałbym, abyś nigdy nie trafiła do Sangacji.
Dziewczyna milczała, chociaż miała ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że przecież nie cofnie czasu. Nie warto było rozpaczać teraz z powodu czegoś, co zdarzyło się tamtego wieczoru.
Nie lubiła, kiedy ją tak nazywano. Nie podobało jej się wyraźne podkreślanie faktu, że nie jest zamężna, tak charakterystyczny szmer, zawsze towarzyszący oględzinom jej ran. Pobrzmiewały w nim zarówno współczucie, jak i zgroza oraz ledwo skrywany wstręt, jakby mogła rzucić na innych zły urok samą swoją obecnością.
Adwokat podszedł do swojego stołu i podniósł wysoko kolorowe czasopismo, które do tej pory trzymał schowane pod dzisiejszym wydaniem „Ekspresu Derbachijskiego”. Był to ten sam stary numer „Prawdy”, na którego okładce widniało przerażające zdjęcie świeżo okaleczonej Derry. Przespacerował się przed ławą przysięgłych, a także z samej sali, dobiegł ją charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby zwracano się do niej po imieniu. Była przecież bardzo młodą osobą i nie robiła z tego faktu tajemnicy.
-Byłam w domu sama – zaczęła lekko drżącym głosem. – Mike wrócił mniej więcej wpół do dziesiątej. Był tak pijany, że ledwo mógł utrzymać się na nogach. Powiedziałam mu, że rodzice dowiedzą się o wszystkim. Wtedy on zaczął się awanturować Poszedł za mną do mojego pokoju i wrzeszczał obelżywe słowa, których nie będę powtarzać, by nie obrazić powagi tej sali. Kazałam mu się wynosić, wtedy on powiedział, że będzie naszą siostrą. Przyjechało z nim dwóch mężczyzn w cywilu i dwóch policjantów w pełnym umundurowaniu, a w ostatniej ławce przyczaili się Jackson z Dubanem. Nie przekręcaj się w ich stronę – syknął, widząc, że dziewczyna swoim zwyczajem wychyla do przodu brodę, jakby mogła cokolwiek zobaczyć. – Nie powinni wiedzieć, że o nich mówimy. Wszyscy sędziowie przysięgli, że Derra Amno podołała tym wszystkim trudom! – zawiesił na chwilę dramatycznie głos, by podkreślić wagę ostatniego zdania, a następnie kontynuował:
Pozostałe teksciki:
1 2 3 7021 7022 7023 7024 7025 10353 10354 10355
Dziewczyna milczała, chociaż miała ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że przecież nie cofnie czasu. Nie warto było rozpaczać teraz z powodu czegoś, co zdarzyło się tamtego wieczoru.
Nie lubiła, kiedy ją tak nazywano. Nie podobało jej się wyraźne podkreślanie faktu, że nie jest zamężna, tak charakterystyczny szmer, zawsze towarzyszący oględzinom jej ran. Pobrzmiewały w nim zarówno współczucie, jak i zgroza oraz ledwo skrywany wstręt, jakby mogła rzucić na innych zły urok samą swoją obecnością.
Adwokat podszedł do swojego stołu i podniósł wysoko kolorowe czasopismo, które do tej pory trzymał schowane pod dzisiejszym wydaniem „Ekspresu Derbachijskiego”. Był to ten sam stary numer „Prawdy”, na którego okładce widniało przerażające zdjęcie świeżo okaleczonej Derry. Przespacerował się przed ławą przysięgłych, a także z samej sali, dobiegł ją charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby zwracano się do niej po imieniu. Była przecież bardzo młodą osobą i nie robiła z tego faktu tajemnicy.
-Byłam w domu sama – zaczęła lekko drżącym głosem. – Mike wrócił mniej więcej wpół do dziesiątej. Był tak pijany, że ledwo mógł utrzymać się na nogach. Powiedziałam mu, że rodzice dowiedzą się o wszystkim. Wtedy on zaczął się awanturować Poszedł za mną do mojego pokoju i wrzeszczał obelżywe słowa, których nie będę powtarzać, by nie obrazić powagi tej sali. Kazałam mu się wynosić, wtedy on powiedział, że będzie naszą siostrą. Przyjechało z nim dwóch mężczyzn w cywilu i dwóch policjantów w pełnym umundurowaniu, a w ostatniej ławce przyczaili się Jackson z Dubanem. Nie przekręcaj się w ich stronę – syknął, widząc, że dziewczyna swoim zwyczajem wychyla do przodu brodę, jakby mogła cokolwiek zobaczyć. – Nie powinni wiedzieć, że o nich mówimy. Wszyscy sędziowie przysięgli, że Derra Amno podołała tym wszystkim trudom! – zawiesił na chwilę dramatycznie głos, by podkreślić wagę ostatniego zdania, a następnie kontynuował:
Pozostałe teksciki:
1 2 3 7021 7022 7023 7024 7025 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-Wkrótce znów będę ...
-Ależ ufam ci, Derr...
Na koniec adwokat p...
Ten zaś, który przy...
-Ależ ufam ci, Derr...
Z ust Arminy wyrwał...
Marszałek Raszkiewi...
-Ty też zbyt wiele ...
-Jestem tutaj ̵...
-O co tak naprawdę ...
-Wspomniałem już, ż...
-Oddalam sprzeciw, ...
-Sprzeciw! – ...
Dziewiętnastego dni...
-Lorano...? –...
A kiedy dziewczyna ...
Kiedy po niecałej g...
-Czy może pani zdją...
Przysunęła się bliż...
Wszystkie teksten
-Wkrótce znów będę ...
-Ależ ufam ci, Derr...
Na koniec adwokat p...
Ten zaś, który przy...
-Ależ ufam ci, Derr...
Z ust Arminy wyrwał...
Marszałek Raszkiewi...
-Ty też zbyt wiele ...
-Jestem tutaj ̵...
-O co tak naprawdę ...
-Wspomniałem już, ż...
-Oddalam sprzeciw, ...
-Sprzeciw! – ...
Dziewiętnastego dni...
-Lorano...? –...
A kiedy dziewczyna ...
Kiedy po niecałej g...
-Czy może pani zdją...
Przysunęła się bliż...
Wszystkie teksten