Wszyscy sześcioro cieszyli się jak dzieci i wydawało się, że nawet Armina spojrzała trochę przychylniejszym okiem na Quatessinkę. Do tej radości dołączył także adwokat, ściskając dłonie marszałka i Derry. Za to Jackson i Duban w milczeniu wyśliznęli się z sali, by z dala od sądu przetrawiać swoją porażkę. Derra Amno była już poza zasięgiem ich rąk, obojętnie, jak bardzo nie byłyby długie. Od tej pory wszelkie nastawanie na jej życie było najzwyklejszym przestępstwem, które nie mogło zyskać aprobaty nikogo w tym kraju, kto przestrzegał prawa. Ostatni rozdział operacji „Dzikus” został definitywnie zamknięty, a dalszy ciąg historii miała dopisać już sama Derra.
Szalone szczęście wprost rozpierało dziewczynę. Miała chęć wybiec w podskokach na ulicę i wykrzyczeć wszem i wobec, że od dziś jest wolna, a wkrótce znów będę widzieć – odezwała się Derra. – Za kilka dni Aldorent zabiera mnie na badania do Polinii. Mówił ci już o tym, że pewien sławny profesor wprawi mi sztuczne oczy?
-Owszem, mówił, nawet dość sporo.
Tylko tyle. Tylko taka odpowiedź. Żadnego szału szczęścia, żadnego padania sobie w ramiona, żadnych pełnych pasji pocałunków. Formowała się omiędzy nimi jakaś niewidzialna ściana, złożona z niedomówień i obaw.
-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – powtórzyła, wkładając to proste zdanie całą czułość do tamtej dziewczyny. - Wciąż jesteś mi bardzo potrzebna. Nie zostawię cię, kiedy odzyskam wzrok. Musisz mi ufać, najdroższa.
-Ależ ufam ci, Derro. Przecież wiesz, że całkowicie ci ufam.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 64 65 66 67 68 10353 10354 10355
Szalone szczęście wprost rozpierało dziewczynę. Miała chęć wybiec w podskokach na ulicę i wykrzyczeć wszem i wobec, że od dziś jest wolna, a wkrótce znów będę widzieć – odezwała się Derra. – Za kilka dni Aldorent zabiera mnie na badania do Polinii. Mówił ci już o tym, że pewien sławny profesor wprawi mi sztuczne oczy?
-Owszem, mówił, nawet dość sporo.
Tylko tyle. Tylko taka odpowiedź. Żadnego szału szczęścia, żadnego padania sobie w ramiona, żadnych pełnych pasji pocałunków. Formowała się omiędzy nimi jakaś niewidzialna ściana, złożona z niedomówień i obaw.
-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – powtórzyła, wkładając to proste zdanie całą czułość do tamtej dziewczyny. - Wciąż jesteś mi bardzo potrzebna. Nie zostawię cię, kiedy odzyskam wzrok. Musisz mi ufać, najdroższa.
-Ależ ufam ci, Derro. Przecież wiesz, że całkowicie ci ufam.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 64 65 66 67 68 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-Tak. Czy poza tym ...
-Przed kilkunastoma ...
Spojrzał na młodą S...
-Sprzeciw! – ...
Znów milczenie. Wre...
-Wkrótce znów będę ...
-Kto oprócz nas jes...
-Niczym się nie mar...
Gdy przyszła pora n...
-Po rozpatrzeniu za...
-Biorę ją bez wahan...
-Ja również jestem ...
Wolałaby, aby przyn...
Dziewiętnastego dni...
-Ten Raszkewicz to ...
Znów zapadło milcze...
-Byłam w domu sama ...
-Cieszę się, że będ...
W tym czasie do sal...
Wszystkie teksten
-Tak. Czy poza tym ...
-Przed kilkunastoma ...
Spojrzał na młodą S...
-Sprzeciw! – ...
Znów milczenie. Wre...
-Wkrótce znów będę ...
-Kto oprócz nas jes...
-Niczym się nie mar...
Gdy przyszła pora n...
-Po rozpatrzeniu za...
-Biorę ją bez wahan...
-Ja również jestem ...
Wolałaby, aby przyn...
Dziewiętnastego dni...
-Ten Raszkewicz to ...
Znów zapadło milcze...
-Byłam w domu sama ...
-Cieszę się, że będ...
W tym czasie do sal...
Wszystkie teksten