Mógłby być dziadkim tej dziewczyny, ogrom przygniatających ją nieszczęść oraz nadzwyczajną siłę charakteru która pozwoliła jej przetrwać te niezwykle ciężkie chwile. To wszystko, co miałem do powiedzenia, Wysoki Sądzie – Lawrence przystanął na środku sali i zajrzał krótko do swoich notatek. – Mam tutaj ciekawą informację, którą uzyskałem z bardzo wiarygodnego źródła. Skoro mówimy o uczuciach oskarżonej, to może należałoby wspomnieć o fakcie, że jej prowadzenie się odbiega, mówiąc bardzo delikatnie, od przyjętyc ogólnie norm. Otóż oskarżona żyje w związku jednopłciowym, co sprawia, że jej nienawiść do zalecającego się w grubiański sposób mężczyzny staje się zupełnie zrozumiała, oczywiście o ile przyjmiemy właśnie taką wersję wydarzeń, co wciąż uważam za nieprawdopodobne. Czy taka dziewczyna, gustująca raczej w kobietach, nie wolałaby chociażby zabić robiącego jej niechciane awanse chłopaka niż mu ulec? Dlatego proszę przysięgłych o uwzględnienie tego faktu przy podejmowaniu decyzji.
-Sprzeciw! – odezwał się adwokat.
-Udzielam pozwolenia.
Derra wstała. Lorana jęła ją łagodnie za łokieć i przy wtórze szeptów przysięgłych zaprowadziła na miejsce, a następnie wróciła do ławki i znów usiadła pomiędzy Aldorentem i Raszkiewiczem.
-Wkrótce znów będę widzieć – odezwała się Derra. – Za kilka dni Aldorent zabiera mnie na badania do Polinii. Mówił ci już o tym, że pewien sławny profesor wprawi mi sztuczne oczy?
-Owszem, mówił, nawet dość sporo.
Tylko tyle. Tylko taka odpowiedź. Żadnego szału szczęścia, żadnego padania sobie w ramiona, żadnych pełnych pasji pocałunków. Formowała się omiędzy nimi jakaś niewidzialna ściana, złożona z niedomówień i obaw.
-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 58 59 60 61 62 10353 10354 10355
-Sprzeciw! – odezwał się adwokat.
-Udzielam pozwolenia.
Derra wstała. Lorana jęła ją łagodnie za łokieć i przy wtórze szeptów przysięgłych zaprowadziła na miejsce, a następnie wróciła do ławki i znów usiadła pomiędzy Aldorentem i Raszkiewiczem.
-Wkrótce znów będę widzieć – odezwała się Derra. – Za kilka dni Aldorent zabiera mnie na badania do Polinii. Mówił ci już o tym, że pewien sławny profesor wprawi mi sztuczne oczy?
-Owszem, mówił, nawet dość sporo.
Tylko tyle. Tylko taka odpowiedź. Żadnego szału szczęścia, żadnego padania sobie w ramiona, żadnych pełnych pasji pocałunków. Formowała się omiędzy nimi jakaś niewidzialna ściana, złożona z niedomówień i obaw.
-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 58 59 60 61 62 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-Czy oskarżyciel ch...
-Aldorent? Lorana?<...
-Wysoki Sądzie, sęd...
-Niniejszym otwiera...
-Derra Amno twierdz...
-Przecież to niczeg...
Ten zaś, który przy...
Udawał, że rozbiera...
-Wiem, Aldo –...
-Nie zapominaj, że ...
-Byłam w domu sama ...
-Oddalam sprzeciw, ...
-Cieszę się, że będ...
-To właśnie panna C...
Gdy przyszła pora n...
-Podtrzymuję sprzec...
Kiedy po niecałej g...
Następnego dnia po ...
Znów zapadło milcze...
Wszystkie teksten
-Czy oskarżyciel ch...
-Aldorent? Lorana?<...
-Wysoki Sądzie, sęd...
-Niniejszym otwiera...
-Derra Amno twierdz...
-Przecież to niczeg...
Ten zaś, który przy...
Udawał, że rozbiera...
-Wiem, Aldo –...
-Nie zapominaj, że ...
-Byłam w domu sama ...
-Oddalam sprzeciw, ...
-Cieszę się, że będ...
-To właśnie panna C...
Gdy przyszła pora n...
-Podtrzymuję sprzec...
Kiedy po niecałej g...
Następnego dnia po ...
Znów zapadło milcze...
Wszystkie teksten