-Sprzeciw! – odezwał się Aldorent. – Kasy chorych finansują tylko najprostsze i najpotrzebniejsze badania i zabiegi. Na pewno nie zapłacą za leczenie Entorianki.
-Masz rację, chłopcze. Derra straciła obywatelstwo sangackie z dniem, w którym zostałaś skazana na śmierć, więc nie mogłabyś zrobić tego własnoręcznie. Teraz jesteś taką samą dzikuską jak cała reszta i nie masz żadnych przywilejów – ruchem dłoni powstrzymał peen oburzenia protest Arminy i kontynuował:
-Otworzyłem ponownie przewód sądowy w kształcie Stanley Raszkiewicz, dowódca Zbrojnych Sił Sangacji. Wiedziała, że ojciec nie wyrzuci jej z domu, więc wydawało jej się, że może pozwolić sobie na lepsze życie. Będę mogła zobaczyć wschód słońca nad morzem, który tak pięknie mi opisywałaś. Będę mogła zrobić wiele różnych rzeczy, które ci się spodobają. Zobaczysz, jaka dzielna i zaradna się stanę, kiedy tylko zacznę widzieć. Teraz to ja będę się tbą opiekować. Dopilnuję, żeby nie spadł ci z tej pięknej głowy nawet jeden włos.
-Cieszę się, że będziesz miała tę operację – powiedziała wreszcie Lorana. – Zasługujesz na to, by dostać od świata absolutnie wszystko.
Powinna się cieszyć, żadne inne uczucie nie wchodziło tutaj w grę. W końcu jeszcze niedawno była święcie przekonana, że gdyby Derra odzyskała wzrok i normalny wygląd, wszystkie ich problemy znikłyby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Taki rozwój wypadków uznałaby za graniczący z cudem i ledwo przyjechały na Północ, okazało się, że cuda czasami się zdarzają. Może warto więc niekoniecznie w nie wierzyć, ale na pewno na nich polegać.
-Ty też zbyt wiele wycierpiałaś, chociaż w inny sposób. Dopóki żyję, już nigdy nie będziesz sama.
Przysunęła się bliżej do Quatessinki i oparła nareszcie skroń o bark tamtej, milknąc na dobre po tej żarliwej deklaracji. Lorana otoczyła ramieniem jej smukłą kibić, mocniej przyciągając do siebie przyjaciółkę i stopniowo się rozluźniając. Siedziały tak do późych godzin, ciesząc się łagodnymi podmuchami wiatru, uroczystym pięknem rojących się bez opamiętania gwiazd i aksamitem nieba, nie dbając o narastające pragnienie snu, jakby miała to być ich ostatnia wspólna noc, lgnąc do siebie czule i wymieniając od niechcenia lekkie jak wiosenny wiatr pocałunki.
Ten zaś, który przywiódł malarkę do zakazanego dla niej miejsca, czuwał nad dziewczętami dyskretnie tuż za płotem, powściągając ciekawość i nie popatrując na nie w bladej poświacie pyzatego księżycarzy wydają te szmatławce, tym, którzy je sprzedają w kioskach, a także kobietom i mężczyznom, które do nich pozują. Mogę przymknąć oko na pani wybryki, ale mogę też sprawić, że będzie pani miała poważny kłopot z prawem. Chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani przysporzyć swoim rodzicom jeszcze więcej smutku? I chyba nie chce pani trafić za kratki, gdzie osobie tak kruchej i ładnej jak pani mogłaby przytrafić się niejedna nieprzyjemna rzecz? Nie chce pani tego, prawda, panno Katiu?
Pokręcił pospiesznie głową, czując się całkowicie ich, a przede wszystkim swoją pracę.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 57 58 59 60 61 10353 10354 10355