Znów zapadło milczenie. Rozmowa nadal się nie kleiła, zamiast spontanicznego wzajemnego dokańczania myśli i pełnej entuzjazmu dyskusji, które bez końca prowadziły w Quatessinie, wymieniały jakieś banalne uwagi na temat człowieka, który – niezależnie od wszystkiego, co nie brało swojego początku z rodzinnego domu. Pewnie nawet by tak zrobiła, gdyby chodziło tylko o nią samą, gdyby nie musiała przy tym wyrzec się także – a właściwie przede wszystkim wielką tragedią ludzką. W pierwszym rzędzie tragedią rodziny Carradine’ów, ojca i córkę opuszczających pomieszczenie w towarzystwie czerwonego jeszcze na twarzy od niedawnego wzburzenia Lawrence’a z minami jeszcze bardziej łagodne brzmienie:
-Nie bój się. Zrobię także wszystko, abyście mogły być razem, chociaż... Zresztą, to nie mój problem. Może ktoś spojrzy na mnie z nieba i uśmiechnie się, widząc wasze szczęście.
Ta zaskakująca deklaracja sprawiła, że jej wargi zaczęły drżeć, jakby w gotowości do płaczu, którym nie mogła wybuchnąć. Jej zwycięstwo miało być więc całkowite. Dłonie tego Sangacjaina, którego pojmowała coraz mniej, były pełnymi niezwykłych darów dłońmi anioła, a w starej piersi biło gołębie serce. Jeśli skrzywdził ją w przeszłości, to teraz wynagradzał z nawiązką cierpienia, przez które przeszła z jego przyczyny. Już nie miała prawa być na niego zła – i rzeczywiście nie ma większego znaczenia, pomyślała, oddychając głęboko i wyswobadzając się z uścisku dłoni mężczyzn. Ostatecznie nie musi mieć aprobaty całego świata, wystarczy jej stałość i głębia uczucia Lorany. Najważniejsze było to, że jej długotrwały, wyniszczający koszmar nareszcie dobiegł końca. Zrywała kolejną więź z Sangacją, mając nadzieję, że pewnego dnia pożałuje, że się urodził.
-Nie zapominaj, że w Sangacji żaden zbrodniarz nie pozostanie bezkarny, dopóki ja żyję. Jeśli prawo okaże się bezsilne, z łatwością mogę je ominąć. Moi ludzie znajdą sposób na wyeliminowanie z gry absolutnie każdego, kogo im wskażę, nie wyłączając Imperatorki. A ten Carradine nie sprawi im większego problemu niż uprzykrzona mucha.
-A jednak nalegam, by zostawił go pan dla mnie – pokręciła głową. – Obiecuję, że będą bardzo rozsądna i wyrównam rachunki dopiero wtedy, gdy nikomu już w ten sposób nie zaszodzę.
-Nie wiem, jak to sobie wyobrażasz, ale dobrze, nie będę pytał. Powiedzmy, że ci ufam.
Do tej pory rozmowa obracała się wyłącznie wokół jej kłopotów. A przecież zaledwie trzy tygodnie temu znajdowały bez najmniejszego trudu łagodne i pełne wzajemnej miłości słowa, a kiedy nie pozostawało już nic do powiedzenia, po prostu siedziały w ciszy, wtulone w siebie i złączone dotykiem dłoni, rozkoszując się urokiem pogodnego zmierzchu i obecnością tej drugiej. Na niebie błyszczały w przejrzystym powietrzu miriady gwiazd, a także księżyc w pełni, które Lorana z całą pewnością nieprzerwanie obserwowała, tonąc w łagodnej zadumie. Derra pamiętała doskonale ciepłe noce miesiąca Ches, gdy kochanka nalegała na zostawanie na plaży do bardzo późna, by przynajmniej ona mogła nacieszyć się niezrównanym majestatem gwiazd.
Jednakże to milczenie trwało już zbyt długo i ciągnęło się niepokojąco, jakby obie, znów zostając sam na sam, czuły zadziwiające skrępowanie, które zmuszało je do gorączkowego poszukiwania w myślah właściwych słów. A przecież zaledwie trzy tygodnie temu znajdowały bez najmniejszego trudu łagodne i pełne wzajemnej miłości słowa, a kiedy nie pozostawało już nic do powiedzenia coś, co jest warte wysłuchania jak wszyscy diabli. Nie pożałujesz, jeśli się zgodzisz.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 54 55 56 57 58 10353 10354 10355