Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – zaczęła. – Zawsze będę cię kochała i potrzebowała, także wtedy, kiedy znów stanę się samodzielna. Och, Lorano, nie mów, że potrafisz kochać mnie tylko bezradną i całkowicie od ciebie zależną?
-Nie – odszepnęła wreszcie malarka. Derra mogłaby wciąż bez końca słuchać tej przepięknego, zmysłowego głosu. – Nareszcie jesteś bezpieczna. Od dzisiaj nie musisz... nie musimy donikąd uciekać.
-Tak, Lorano. Dzięki staraniom marszałka nic mi już nie grozi. Uczę się teraz, jak żyć bez myśli o pościgu.
-Ten Raszkewicz to wspaniały człowiek o wielkim sercu. Zawsze będę mu wdzięczna za to, co dla ciebie zrobił.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 50 51 52 53 54 10353 10354 10355