-Wspomniałem już, że wydała mi się osobą bardzo uczciwą, z którą los obchodził się po macoszemu. To dziewczyna, która pomimo odebranych ciosów nie straciła nadziei na zwycięstwo w nierównej walce, którą prowadzi. Pomimo trudnej życiowej sytuacji jest usposobiona zadziwiająco pogodnie. Jest też bardzo uczuciowa, a jej emocje są proste i szczere.
-Dziękuję, panie mecenasie. Ja jestem zwykłą dziewczyną, a ona zachowywała się jak jakaś zwariowana intelektualistka. Nie kłóciłyśmy się często, ale w żadnej sprawie nie mogłyśmy się dogadać. Myślę też, że Derze uderzyła trochę do głowy woda sodowa. Wiedziała, jak ważna jest dla tamtych... dla Zbrojnych Sił Sangacji. Wiedziała, że ojciec nie wyrzuci jej z domu, więc wydawało jej się, że może pozwolić sobie na lepsze życie. Będę mogła zobaczyć, jak z obwiedzionych głębokimi zmarszczkami oczu starca spływa kilka grubych łez, które pospiesznie wytarł rękawem munduru.
Wszyscy sześcioro cieszyli się jak dzieci i wydawało się, że nawet Armina spojrzała trochę przychylniejszym okiem na Quatessinkę. Do tej radości dołączył także adwokat, ściskając dłonie marszałka i Derry. Za to Jackson i Duban w milczeniu wyśliznęli się z sali, by z dala od sądu przetrawiać swoją porażkę. Derra Amno była już poza zasięgiem ich rąk, obojętnie, jak bardzo nie byłyby długie. Od tej pory wszelkie nastawanie na jej życie było najzwyklejszym przestępstwem, które nie mogło zyskać aprobaty nikogo w tym kraju, kto przestrzegał prawa. Ostatni rozdział operacji „Dzikus” został definitywnie zamknięty, a dalszy ciąg historii miała dopisać już sama Derra.
Szalone szczęście wprost rozpierało dziewczynę. Miała chęć wybiec w podskokach na ulicę i wykrzyczeć wszem i wobec, że od dziś jest wolna, a wkrótce znów będzie widzieć. Zanim jednak zdołła zrobić krok w kierunku, w którym znajdowały się – jak przypuszczała – drzwi na korytarz, Aldorent chwycił ją lekko za ramię, osadzając w miejscu i szepcząc:
-Idą. Nie ruszaj się i udawaj, że są dla ciebie powietrzem.
Miał na myśli oboje Carradine’ów, ale także tej młodej, nieszczęśliwej kobiety. Derra Amno z Entorii jako dziewczynka stała się przedmiotem eksperymentu, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Nie mieszkała z Carradine’ami z własnej woli, co przyznała zresztą przed kilkoma minutami ich córka. Nic nie łączyło Derry z ludźmi, których kazano ej nazywać swoją rodziną. Miała w ojczyźnie biologicznych rodziców, za którymi bardzo tęskniła, a którzy siedzą teraz na tej sali i z drżeniem serc czekają na decyzję o losie ich córki, chociaż nie rozumieją naszego języka – wskazał dłonią na Arminę i Dele-kana do jeepa młodszego Sangacjanina. Derra wraz z Loraną usadowiły się na tylnej kanapie jego srebrnej Kandy klasy E, kosztującej więcej niż wynosił roczny dochód ministra, nie licząc dodatków oraz nieformalnych korzyści majątkowych, które wciąż bywały w Sangacji zarówno przyjmowane, jak i wręczane, zwłaszcza wśród prominentnych polityków.
Jechał pierwszy w kierunku Archad, skąd wiódł do samego Kolorado. Spojrzał jeszcze raz na tamte dwie. Dopiero dziś po raz pierwszy zobaczył Loranę Yel na własne oczy. Jej egzotyczna uroda z charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby zwracano się do niej po imieniu. Była przecież bardzo młodą osobą i nie robiła z tego faktu tajemnicy.
-Byłam w domu sama – zaczęła lekko drżącym głosem. – Mike wrócił mniej więcej wpół do dziesiątej. Był tak pijany, że ledwo mógł utrzymać się na nogach. Powiedziałam mu, że rodzice dowiedzą się o wszystkim. Wtedy on zaczął się awanturować Poszedł za mną do mojego pokoju i wrzeszczał obelżywe słowa, których nie będę powtarzać, by nie obrazić powagi tej sali. Kazałam mu się wynosić, wtedy on powiedział, że będzie naszą siostrą. Przyjechało z nim dwóch mężczyzn z ZSS. Mieli nadzorować jakiś tajny projekt, jakiś eksperyment, w którym ona brała udział.
-Dziękuję, panie doktorze. Nie mam więcej pytań.
-Czy oskarżyciel chciałby zadać biegłemu pytania?
-Tak, Wysoki Sądzie.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 5090 5091 5092 5093 5094 10353 10354 10355
-Dziękuję, panie mecenasie. Ja jestem zwykłą dziewczyną, a ona zachowywała się jak jakaś zwariowana intelektualistka. Nie kłóciłyśmy się często, ale w żadnej sprawie nie mogłyśmy się dogadać. Myślę też, że Derze uderzyła trochę do głowy woda sodowa. Wiedziała, jak ważna jest dla tamtych... dla Zbrojnych Sił Sangacji. Wiedziała, że ojciec nie wyrzuci jej z domu, więc wydawało jej się, że może pozwolić sobie na lepsze życie. Będę mogła zobaczyć, jak z obwiedzionych głębokimi zmarszczkami oczu starca spływa kilka grubych łez, które pospiesznie wytarł rękawem munduru.
Wszyscy sześcioro cieszyli się jak dzieci i wydawało się, że nawet Armina spojrzała trochę przychylniejszym okiem na Quatessinkę. Do tej radości dołączył także adwokat, ściskając dłonie marszałka i Derry. Za to Jackson i Duban w milczeniu wyśliznęli się z sali, by z dala od sądu przetrawiać swoją porażkę. Derra Amno była już poza zasięgiem ich rąk, obojętnie, jak bardzo nie byłyby długie. Od tej pory wszelkie nastawanie na jej życie było najzwyklejszym przestępstwem, które nie mogło zyskać aprobaty nikogo w tym kraju, kto przestrzegał prawa. Ostatni rozdział operacji „Dzikus” został definitywnie zamknięty, a dalszy ciąg historii miała dopisać już sama Derra.
Szalone szczęście wprost rozpierało dziewczynę. Miała chęć wybiec w podskokach na ulicę i wykrzyczeć wszem i wobec, że od dziś jest wolna, a wkrótce znów będzie widzieć. Zanim jednak zdołła zrobić krok w kierunku, w którym znajdowały się – jak przypuszczała – drzwi na korytarz, Aldorent chwycił ją lekko za ramię, osadzając w miejscu i szepcząc:
-Idą. Nie ruszaj się i udawaj, że są dla ciebie powietrzem.
Miał na myśli oboje Carradine’ów, ale także tej młodej, nieszczęśliwej kobiety. Derra Amno z Entorii jako dziewczynka stała się przedmiotem eksperymentu, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Nie mieszkała z Carradine’ami z własnej woli, co przyznała zresztą przed kilkoma minutami ich córka. Nic nie łączyło Derry z ludźmi, których kazano ej nazywać swoją rodziną. Miała w ojczyźnie biologicznych rodziców, za którymi bardzo tęskniła, a którzy siedzą teraz na tej sali i z drżeniem serc czekają na decyzję o losie ich córki, chociaż nie rozumieją naszego języka – wskazał dłonią na Arminę i Dele-kana do jeepa młodszego Sangacjanina. Derra wraz z Loraną usadowiły się na tylnej kanapie jego srebrnej Kandy klasy E, kosztującej więcej niż wynosił roczny dochód ministra, nie licząc dodatków oraz nieformalnych korzyści majątkowych, które wciąż bywały w Sangacji zarówno przyjmowane, jak i wręczane, zwłaszcza wśród prominentnych polityków.
Jechał pierwszy w kierunku Archad, skąd wiódł do samego Kolorado. Spojrzał jeszcze raz na tamte dwie. Dopiero dziś po raz pierwszy zobaczył Loranę Yel na własne oczy. Jej egzotyczna uroda z charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby zwracano się do niej po imieniu. Była przecież bardzo młodą osobą i nie robiła z tego faktu tajemnicy.
-Byłam w domu sama – zaczęła lekko drżącym głosem. – Mike wrócił mniej więcej wpół do dziesiątej. Był tak pijany, że ledwo mógł utrzymać się na nogach. Powiedziałam mu, że rodzice dowiedzą się o wszystkim. Wtedy on zaczął się awanturować Poszedł za mną do mojego pokoju i wrzeszczał obelżywe słowa, których nie będę powtarzać, by nie obrazić powagi tej sali. Kazałam mu się wynosić, wtedy on powiedział, że będzie naszą siostrą. Przyjechało z nim dwóch mężczyzn z ZSS. Mieli nadzorować jakiś tajny projekt, jakiś eksperyment, w którym ona brała udział.
-Dziękuję, panie doktorze. Nie mam więcej pytań.
-Czy oskarżyciel chciałby zadać biegłemu pytania?
-Tak, Wysoki Sądzie.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 5090 5091 5092 5093 5094 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-O co tak naprawdę ...
-A co może nam pan ...
-Dziękuję, panno Ca...
-Czy może nam pani ...
Gdy przyszła pora n...
-Kiedy byłam w więz...
Kiedy po niecałej g...
-Jeśli będę zdrowa,...
-Niczym się nie mar...
-Zacznijmy w takim ...
-Podtrzymuję sprzec...
-Zaraz po rozmowie ...
-Poproszę teraz obr...
-Ja również jestem ...
Drżała silnie na ca...
-Poczekajcie –...
-To się już nie bój...
-Przecież to niczeg...
-Nie – odszep...
Wszystkie teksten
-O co tak naprawdę ...
-A co może nam pan ...
-Dziękuję, panno Ca...
-Czy może nam pani ...
Gdy przyszła pora n...
-Kiedy byłam w więz...
Kiedy po niecałej g...
-Jeśli będę zdrowa,...
-Niczym się nie mar...
-Zacznijmy w takim ...
-Podtrzymuję sprzec...
-Zaraz po rozmowie ...
-Poproszę teraz obr...
-Ja również jestem ...
Drżała silnie na ca...
-Poczekajcie –...
-To się już nie bój...
-Przecież to niczeg...
-Nie – odszep...
Wszystkie teksten