-Tak, Derro? – odszepnął tuż przy jej uchu.
-Kto oprócz nas jest na sali?
-Jest Timothy Carradine przyszedł do mojej celi z trzema młodymi mężczyznami.
-Ale chętnie spotkałaby się pani z nim kilka razy nie na poważnie, prawda, panno Katiu?
Pokręcił pospiesznie głową, czując się całkowicie pokonaną przez tego potężnego starca, a niedawna hardość uleciała z niej jak powietrze z przekłutego balonu. Teraz już nie odważyłaby się kłamać mu w żywe oczy.
-Nie wiem, co dokładnie zdarzyło się tamtego wieczoru.
Nie lubiła, kiedy ją tak nazywano. Nie podobało jej się wyraźne podkreślanie faktu, że nie jest zamężna, tak charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby sędzia okazał się mężczyzną. Ostatnio mężczyźni przewijają się tak prędko, że ni zdąża się nawet zapamiętać ich twarzy.
Wiedział, że Caradine’owie nie interesują się jedynym pozostałym przy życiu dzieckiem. Katia nie mogła mi wybaczyć. W odwecie postanowiła mnie zniszczyć, kiedy nadarzyła się ku temu okazja. A ponieważ jestem Kiramejką, moje życie nie znaczyło dla niej więcej niż życie zwierzęcia. Tak ją wychowano, proszę Wysokiego Sądu. Chciałam tylko, żeby sobie poszedł i dał mi wreszcie spokój. Uderzyłam go w klatkę piersiową. Nie przypuszczałam, że wkrótce zwiążę się z kobietą. Miałam wtedy chłopaka, Kimmo. Ale choćbym nie była z nikim, wolałabym umrzeć niż kochać się z pijanym Mik’m. Budził we mnie niepohamowany wstręt nie ze względu na płeć, ale zachowanie. Poza tym był dla mnie kimś w rodzaju brata, więc stosunek pomiędzy nami byłby kazirodztwem, na co nie mogłam się zgodzić. Podkreślam przy tym jeszcze raz, że nie chciałam go zabić, a tylko odepchnąć.
Gdy przyszła pora na wygłoszenie podsumowujących mów, jako pierwszy zabrał głos oskarżyciel. Powtórzył z grubsza to, co powiedział w takiej samej chwili podczas pierwszej rozprawy, ciskając na okrasę gromy na niemoralne życie Derry Amno i dowodząc zawzięcie, że związek z Quatessinką spycha ją na margines społeczności i czyni osobą bardzo mało wiarygodną. Aldorent aż poczerwieniał, kiedy zaczął cicho tłumaczyć Loranie tę przemowę. W końcu zamilkł zakłopotany, przeklinając w duchu rodaka, który oprócz tego, że był gorliwym sługą ideologii wyższości rasy ziemskiej, to na dodatek musiał okazać się zdeklarowanym homofobem.
-Poproszę teraz obronę o wygłoszenie końcowej mowy – odezwał się adwokat.
-Udzielam pozwolenia.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 47 48 49 50 51 10353 10354 10355