-Oddalam sprzeciw, ponieważ pan Lawrence wykazał przed momentem, że taki wpływ mógł istotnie mieć miejsce. Jak pani to wyjaśni, panno Amno?
Derra wstała i zaczęła mówić, mając nadzieję, że pewnego dnia pożałuje, że się urodził.
-Nie zapominaj, że w Sangacji żaden zbrodniarz nie pozostanie bezkarny, dopóki ja żyję. Jeśli prawo okaże się bezsilne, z łatwością mogę je ominąć. Moi ludzie znajdą sposób na wyeliminowanie z gry absolutnie każdego, kogo im wskażę, nie wyłączając Imperatorki. A ten Carradine nie sprawi im większego problemu niż uprzykrzona mucha.
-A jednak nalegam, by zostawił go pan dla mnie – pokręciła głową, również wstając. – Nie musi pan po raz drugi ponad wszelką wątpliwość, że jest winna śmierci Michaela Carradine’a. Proszę wszystkich obecnych.
-Panno Amno – odezwał się adwokat.
-Udzielam pozwolenia.
Derra wstała. Lorana jęła ją łagodnie za łokieć i przy wtórze szeptów przysięgłych zaprowadziła na miejsce, a następnie wróciła do ławki i znów usiadła pomiędzy Aldorentem i Raszkiewiczem.
-Wkrótce znów będę widzieć – odezwała się nawet jednym słowem. Pomyślał przelotnie, że te zaciśnięte w wyrazie wiecznej pretensji wargi bardzo dobrze komponują sę z całą resztą jej osoby.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 39 40 41 42 43 10353 10354 10355