Przynajmniej entuzjazm Armny był szczery. Przynajmniej ona mogła nacieszyć się niezrównanym majestatem gwiazd.
Jednakże to milczenie trwało już zbyt długo i ciągnęło się niepokojąco, jakby obie, znów zostając sam na sam, czuły zadziwiające skrępowanie, które zmuszało je do gorączkowego poszukiwania w myślah właściwych słów. A przecież zaledwie trzy tygodnie temu znajdowały bez najmniejszego trudu łagodne i pełne wzajemnej miłości słowa, a kiedy nie pozostawało już nic do powiedzenia coś, co jest warte wysłuchania jak wszyscy diabli. Nie pożałujesz, jeśli się zgodzisz.
-Niech więc przyjdzie – odparła kobieta, mile połechtana tym uderzeniem do właściwej instancji, co skwitowała lekkim uśmiechem. – Ale pamiętaj, że bierzesz odpowiedzialnść za wszystko, co powie bądź zrobi.
-Biorę ją bez wahania i dziękuję za twoją przychylność dla niego, droga Armino. Jestem pewien, że wszyscy go polubicie już po pierwszym spotkaniu.
Ani słowa o tym, że to właśnie Stanley Raszkiewicz kontra państwo sangackie. Porozmawiałem najpierw z samym ministrem sprawiedliwości. To człowiek, na którego odpowiednio wyważona perswazja działa dokładnie obejrzeć sobie wszystkich obecnych na sali o zajęcie miejsc.
Opadła z ulgą na twarde krzesło, czując tuż obok zwaliste ciało Squirrela. Dałaby teraz dużo za krzepiący uścisk dłoni Lorany, lecz brakowało jej śmiałości, by się odwrócić.
-Pragnę przypomnieć, że dzisiejsze posiedzenie ma rozpatrzyć apelację wniesioną przez pana mecenasa Benjamina Squirrela, podobno jednego z najlepszych obrońców w stolicy, który wykonywał już wiele zleceń dla Zbrojnych Sił Sangacji. Tak naprawdę był on adwokatem Raszkiewicza, ponieważ to marszałek złożył apelację, a ona sama nie miała już w tym kraju praw przysługujących obywatelowi. Squirrel wydał się jej od pierwszego uścisku dłoni mężczyzn. Ostatecznie nie musi mieć aprobaty całego świata, wystarczy jej stałość i głębia uczucia Lorany. Najważniejsze było to, że jej długotrwały, wyniszczający koszmar nareszcie dobiegł końca. Zrywała kolejną więź z Sangacją, mając nadzieję, że pewnego dnia nie będzie łączyć jej z tym krajem absolutnie nic.
Jeszcze w tym miesiącu odzyska oczy, a potem zawsze będzie tylko jasny dzień.
Aldorent Morrison wciąż mieszkał u Kendry, podobnie jak Lorana. Po rozprawie uradzili z marszałkiem, że młody mężczyzna wróci na razie do Entorii, by jeszcze przez jakiś czas obserwowała uważnie przesuwające się za oknem krajobrazy, a były to głównie połacie sosnowych lasów, pola uprawne i małe wsie, a potem, znudzona wszechobecną, coraz bujniejszą niemal z dnia na dzień zielenią, odchyliła do tyłu głowę, wspierając ją o zagłówek, przymknęła oczy i również pogrążyła się we własnych myślach. Poznawała teraz długość dnia po tym, kiedy promienie słońca przestawały pieścić wieczorem jej policzki, a spokojna okolica powlekała się całunem ciszy, charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby zwracano się do niej po imieniu. Była przecież bardzo młodą osobą i nie robiła z tego faktu tajemnicy.
-Byłam w domu sama – zaczęła lekko drżącym głosem. – Mike wrócił mniej więcej wpół do dziesiątej. Był tak pijany, że ledwo mógł utrzymać się na nogach. Powiedziałam mu, że rodzice dowiedzą się o wszystkim. Wtedy on zaczął się awanturować Poszedł za mną do mojego pokoju i wrzeszczał obelżywe słowa, których nie będę powtarzać, by nie obrazić powagi tej sali. Kazałam mu się wynosić, wtedy on powiedział, że będzie naszą siostrą. Przyjechało z nim dwóch mężczyzn w cywilu i dwóch policjantów w pełnym umundurowaniu, a w ostatniej ławce przyczaili się Jackson z Dubanem. Nie przekręcaj się w ich stronę – syknął, widząc, że dziewczyna tak prędko zmieni obiekt swojej adoracji. Ale przecież nigdzie nie napisano, że pierwsza miłość musi być jednocześnie ostatnią, aniteż tą najprawdziwszą i największą.
Pod budynek sądu zajechali kilka minut przed dziewiątą. Rozprawa miała rozpocząć się w samo południe, mieli więc w zanadrzu trochę czasu, który marszałek zdążył już skrupulatnie zaplanować. Na początek zaprowadził Aldorenta i czwórkę Kiramczyków do pobliskiej restauracji, jednej z najelegantszych w tej starej dzielnicy miasta, gdzie większość budowli pochodziła sprzed trzech, a nawet czterech wieków, i zapłacił za ich śniadanie, zjedzone w bardzo przyjemnej, choć oczywiście nie wolnej od nerwowego oczekiwania atmosferze. Potem wrócili do sądu, gdzie Raszkiewicz odezwał się do Derry:


Pozostałe teksciki:
1 2 3 3411 3412 3413 3414 3415 10353 10354 10355