Udawał, że rozbiera się i kładzie do snu, a potem przewracała się nerwowo pod kocem, chcąc odczekać chwilę wystarczająco długą, by być pewną, że oboje jej rodzice, a także wszędobylski braciszek, mocno już śpią. Wreszcie wstała, przebrała się z powrotem w sukienkę, naciągnęła na ramiona lekki sweterek, ponownie wsunęła stopy w bambosze z owczej wełny, w których mogła chodzić nawet po najbardziej skrzypiącej podłodze, nie sprawiając hałasu, a potem zeszła na dół, wstąpiła do sieni, odciągnęła delikatnie przytrzymujący drzwi skobel i ostrożnie zeszła po kilku stopniach na podwórze. Postała przez chwilę bez ruchu, by upewnić się, że gospodarski pies nie złapie jej znienacka zębiskami za łydkę. Kiedy poczuła się w miarę bezpiecznie, okrążyła powoli dom, wodząc prawą dłonią po szorstkości belki na wysokości piersi. Delikatnie, by nie spowodować skrzypienia dawno nie oliwionych zawiasów przerdzewiałej furtki, weszła do małego ogrodu, w którym rosło kilka starych owocowych drzew, nie licząc wybujałych malinowych krzewów kwiatowych rabatek, które Armina starannie pielęgnowała. Zbliżyła się do wąskiej ławeczki, na której mnóstwo razy siadała kiedyś wieczorami z Millą, i zawołała cicho:
-Aldorent? Lorana?
-Jestem tutaj – usłyszała drogi szept, dobiegający z bardzo bliska. W milczeniu siadła na ławce obok Quatessinki, składając obie dłonie na podołku. Przez kilka chwil żadna z nich się nie odzywała. Siedziały tylko, ciesząc się urokiem życia.
Przypomniała sobie nienawistny szept Katii i to pogardliwe słowo, będące odpowiednikiem quatessińskiego melka. Poczuła się na krótką chwilę dziwnie nieswojo. Czyżby wraz z drastyczną zmianą otoczenia coś odchodziło bezpowrotnie, zostawiając je smutne i już stęsknione za piękną jak senne marzenie niedawną przeszłością, chociaż wciąż znajdujące nawzajem w sobie upodobanie?
-Bardzo się cieszę, że to się tak rozstrzygnęło – odezwała się Derra. – Za kilka dni Aldorent zabiera mnie na badania do Polinii. Mówił ci już o tym, że pewien sławny profesor wprawi mi sztuczne oczy?
-Owszem, mówił, nawet dość sporo.
Tylko tyle. Tylko taka odpowiedź. Żadnego szału szczęścia, żadnego padania sobie w ramiona, żadnych pełnych pasji pocałunków. Formowała się omiędzy nimi jakaś niewidzialna ściana, złożona z niedomówień i obaw.
-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – powtórzyła, wkładając to proste zdanie całą czułość do tamtej dziewczyny. - Wciąż jesteś mi bardzo potrzebna. Nie zostawię cię, kiedy odzyskam wzrok. Musisz mi ufać, najdroższa.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 1291 1292 1293 1294 1295 10353 10354 10355
-Aldorent? Lorana?
-Jestem tutaj – usłyszała drogi szept, dobiegający z bardzo bliska. W milczeniu siadła na ławce obok Quatessinki, składając obie dłonie na podołku. Przez kilka chwil żadna z nich się nie odzywała. Siedziały tylko, ciesząc się urokiem życia.
Przypomniała sobie nienawistny szept Katii i to pogardliwe słowo, będące odpowiednikiem quatessińskiego melka. Poczuła się na krótką chwilę dziwnie nieswojo. Czyżby wraz z drastyczną zmianą otoczenia coś odchodziło bezpowrotnie, zostawiając je smutne i już stęsknione za piękną jak senne marzenie niedawną przeszłością, chociaż wciąż znajdujące nawzajem w sobie upodobanie?
-Bardzo się cieszę, że to się tak rozstrzygnęło – odezwała się Derra. – Za kilka dni Aldorent zabiera mnie na badania do Polinii. Mówił ci już o tym, że pewien sławny profesor wprawi mi sztuczne oczy?
-Owszem, mówił, nawet dość sporo.
Tylko tyle. Tylko taka odpowiedź. Żadnego szału szczęścia, żadnego padania sobie w ramiona, żadnych pełnych pasji pocałunków. Formowała się omiędzy nimi jakaś niewidzialna ściana, złożona z niedomówień i obaw.
-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – powtórzyła, wkładając to proste zdanie całą czułość do tamtej dziewczyny. - Wciąż jesteś mi bardzo potrzebna. Nie zostawię cię, kiedy odzyskam wzrok. Musisz mi ufać, najdroższa.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 1291 1292 1293 1294 1295 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-Jestem tutaj ̵...
Znów zapadło milcze...
Tylko tyle. Tylko t...
-To niczego nie zmi...
Znów milczenie. Wre...
-Jeśli będę zdrowa,...
A kiedy dziewczyna ...
A kiedy dziewczyna ...
-To się już nie bój...
-Jestem tutaj ̵...
-To się już nie bój...
-Nie – odszep...
-Dziękuję, kochany ...
-Dziękuję, panno Ca...
Derra wstała. Loran...
-Dziękuję, panno Ca...
-To się już nie bój...
-Masz rację, chłopc...
A kiedy dziewczyna ...
Wszystkie teksten
-Jestem tutaj ̵...
Znów zapadło milcze...
Tylko tyle. Tylko t...
-To niczego nie zmi...
Znów milczenie. Wre...
-Jeśli będę zdrowa,...
A kiedy dziewczyna ...
A kiedy dziewczyna ...
-To się już nie bój...
-Jestem tutaj ̵...
-To się już nie bój...
-Nie – odszep...
-Dziękuję, kochany ...
-Dziękuję, panno Ca...
Derra wstała. Loran...
-Dziękuję, panno Ca...
-To się już nie bój...
-Masz rację, chłopc...
A kiedy dziewczyna ...
Wszystkie teksten