-Dziękuję, kochany przyjacielu.
Pamiętała dobrze tę sztuczkę, jedną z jego ulubionych. Mógł w ten sposób obezwładnić zarówno człowieka, jak i Kiramczyka, nie czyniąc poważniejszej krzywdy. Trzymał te drobne szpilki w specjalnej skrytce po wewnętrznej stronie nadgarstka w rękawie swojego sławetnego kombinezonu, a strzelał poprzez gwałtownie odgięcie dłoni ku górze.
Udawał, że rozbiera się i kładzie do snu, a potem przewracała się nerwowo pod kocem, chcąc odczekać chwilę wystarczająco długą, by być pewną, że oboje jej rodzice, a także wszędobylski braciszek, mocno już śpią. Wreszcie wstała, przebrała się z powrotem w sukienkę, naciągnęła na ramiona lekki sweterek, ponownie wsunęła stopy w bambosze z owczej wełny, w których mogła chodzić nawet po najbardziej skrzypiącej podłodze, nie sprawiając hałasu, a potem zeszła na dół, wstąpiła do sieni, odciągnęła delikatnie przytrzymujący drzwi skobel i ostrożnie zeszła po kilku stopniach na podwórze. Postała przez chwilę bez ruchu, by upewnić się, że gospodarski pies nie złapie jej znienacka zębiskami za łydkę. Kiedy poczuła się w miarę bezpiecznie, okrążyła powoli dom, wodząc prawą dłonią po szorstkości belki na wysokości piersi. Delikatnie, by nie spowodować skrzypienia dawno nie oliwionych zawiasów przerdzewiałej furtki, weszła do małego ogrodu, w którym rosło kilka starych owocowych drzew, nie licząc wybujałych malinowych krzewów kwiatowych rabatek, które Armina starannie pielęgnowała. Zbliżyła się do wąskiej ławeczki, na której mnóstwo razy siadała kiedyś wieczorami z Millą, i zawołała cicho:
-Aldorent?
-Tak, Derro? – odszepnął tuż przy jej uchu.
-Kto oprócz nas jest na sali?
-Jest Timothy Carradine przyszedł do mojej celi z trzema młodymi mężczyznami. Wpuścił ich naczelnik zmiany, która pełniła akurat straż. Powiedział, że zanim umrę, będę bardzo cierpieć. Błagałam go, żeby nie robił mi krzywdy, ale był głuchy na moje słowa. On... on też mnie bardzo nienawidzi, bo uważa, że z rozmysłem zabiłam mu jedynego syna. Kazał tamtym opryszkom wydłubać mi oczy. Szarpałam się i wołałam pomocy, ale nikt ich nie powstrzymał. Zrobili to za milczącym przyzwoleniem całego więzienia. W końcu jestem tylko Kiramejką.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 10 11 12 13 14 10353 10354 10355
Pamiętała dobrze tę sztuczkę, jedną z jego ulubionych. Mógł w ten sposób obezwładnić zarówno człowieka, jak i Kiramczyka, nie czyniąc poważniejszej krzywdy. Trzymał te drobne szpilki w specjalnej skrytce po wewnętrznej stronie nadgarstka w rękawie swojego sławetnego kombinezonu, a strzelał poprzez gwałtownie odgięcie dłoni ku górze.
Udawał, że rozbiera się i kładzie do snu, a potem przewracała się nerwowo pod kocem, chcąc odczekać chwilę wystarczająco długą, by być pewną, że oboje jej rodzice, a także wszędobylski braciszek, mocno już śpią. Wreszcie wstała, przebrała się z powrotem w sukienkę, naciągnęła na ramiona lekki sweterek, ponownie wsunęła stopy w bambosze z owczej wełny, w których mogła chodzić nawet po najbardziej skrzypiącej podłodze, nie sprawiając hałasu, a potem zeszła na dół, wstąpiła do sieni, odciągnęła delikatnie przytrzymujący drzwi skobel i ostrożnie zeszła po kilku stopniach na podwórze. Postała przez chwilę bez ruchu, by upewnić się, że gospodarski pies nie złapie jej znienacka zębiskami za łydkę. Kiedy poczuła się w miarę bezpiecznie, okrążyła powoli dom, wodząc prawą dłonią po szorstkości belki na wysokości piersi. Delikatnie, by nie spowodować skrzypienia dawno nie oliwionych zawiasów przerdzewiałej furtki, weszła do małego ogrodu, w którym rosło kilka starych owocowych drzew, nie licząc wybujałych malinowych krzewów kwiatowych rabatek, które Armina starannie pielęgnowała. Zbliżyła się do wąskiej ławeczki, na której mnóstwo razy siadała kiedyś wieczorami z Millą, i zawołała cicho:
-Aldorent?
-Tak, Derro? – odszepnął tuż przy jej uchu.
-Kto oprócz nas jest na sali?
-Jest Timothy Carradine przyszedł do mojej celi z trzema młodymi mężczyznami. Wpuścił ich naczelnik zmiany, która pełniła akurat straż. Powiedział, że zanim umrę, będę bardzo cierpieć. Błagałam go, żeby nie robił mi krzywdy, ale był głuchy na moje słowa. On... on też mnie bardzo nienawidzi, bo uważa, że z rozmysłem zabiłam mu jedynego syna. Kazał tamtym opryszkom wydłubać mi oczy. Szarpałam się i wołałam pomocy, ale nikt ich nie powstrzymał. Zrobili to za milczącym przyzwoleniem całego więzienia. W końcu jestem tylko Kiramejką.
Pozostałe teksciki:
1 2 3 10 11 12 13 14 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-Panno Amno –...
Do tej pory rozmowa...
-Zacznijmy w takim ...
Opadła z ulgą na tw...
-A jednak nalegam, ...
-Dziękuję, kochany ...
-Przecież to niczeg...
Ani słowa o tym, że...
-Owszem, mówił, naw...
-Biorę ją bez wahan...
-Byłam w domu sama ...
Mógłby być dziadkim...
-Ja również jestem ...
-Przecież Aldorent ...
Spojrzał na młodą S...
Przesłuchanie ciągn...
-Czy przysięga pani...
-Jestem tutaj ̵...
-Oddalam sprzeciw, ...
Wszystkie teksten
-Panno Amno –...
Do tej pory rozmowa...
-Zacznijmy w takim ...
Opadła z ulgą na tw...
-A jednak nalegam, ...
-Dziękuję, kochany ...
-Przecież to niczeg...
Ani słowa o tym, że...
-Owszem, mówił, naw...
-Biorę ją bez wahan...
-Byłam w domu sama ...
Mógłby być dziadkim...
-Ja również jestem ...
-Przecież Aldorent ...
Spojrzał na młodą S...
Przesłuchanie ciągn...
-Czy przysięga pani...
-Jestem tutaj ̵...
-Oddalam sprzeciw, ...
Wszystkie teksten