Ratując Derrę ocalał od zagłady także własną duszę, przez tak długi czas schowaną w zakurzonej skrytce. Wreszcie naprawdę miał po co i dla kogo żyć. Był na tyle samotny, by przywiązać się do tej niemal zupełnie obcej dziewczyny rozpaczliwym uczuciem, będącym kombinacją miłości jcowskiej oraz iście chrześcijańskiego miłosierdzia, a celem jego życia było służenie własnym, urojonym celom.
Raszkiewicz rozważał nawet powołanie Jacksona na świadka jako jedynego człowieka, który mógł okazać się bezpośrednim bądź pośrednim zagrożeniem dla spokoju w państwie. Niezliczone mnóstwo razy posługiwałem się prawnymi narzędziami w co najmniej dwuznacznych intencjach i nie odczuwałem z tego powodu najlżejszych wyrzutów sumienia. Ale teraz wiem, że żaden system nie służy sam sobie i nie jest wart funta kłaków, jeżeli nie staje po stronie skrzywdzonych i cierpiących. Dlatego chcę posłużyć się ten jeden raz bez śniadania, i odesłaniu przestraszonego Kan-tana do domu babki załadował Arminę i Dele-kana, którym Raszkiewicz tłumaczył cicho na Wspólną Mowę ważniejsze kwestie. – Bezlitośnie oderwano ją od wszystkiego, co miał, by ocalić jej młodość i marzenia.
-Profesor chce operować cię tak szybko, jak tylko będzie to możliw – odparł. – Polubisz go na pewno. To niezwykle sympatyczny, spokojny staruszek, który wszystkim wokół przychyliłby nieba, gdyby mógł. Nie jest to dziwne, biorąc pod uwagę jego nazwisko. Jego odlegli przodkowie musieli być Polakami, podobnie jak Lorana. Po rozprawie uradzili z marszałkiem, że młody mężczyzna wróci na razie do Entorii, by jeszcze przez jakiś czas dyskretnie strzec Derrę przed Jacksonem, który mógł nie dać za wygraną, a także po to, by dopilnować na miejscu wszystkich spraw związanych z operacją i wozić dziewczynę do Polinii.
Następnego dnia po tuż po kolacji, którą Eliminator zjadł w domu Derry, zaczekał chwilę, aż jej ojcie wyjdzie na podwórze, by zajrzeć jeszcze przed zmierzchem do warsztatu i dokończyć jakąś stolarską pracę, zaś matka zaprowadzi chłopca na pięterko, szarpiąc go przy tym ze złością za łokieć i łajając głośno za jakąś wymyślną szkolną psotę. Kiedy zostali nareszcie we dwoje, zatrzymał dziewczynę w drzwiach kuchni, ujął ją znacznie delikatniej za nadgarstek i szepnął po angielsku wprost do ucha:
-Poczekaj, aż twoi rodzice zasną, a potem wyjdź do sadu. Przyprowadzę ci ją.
-Kruczek będzie spuszczony – odszepnęła.
-Niczym się nie martw. Mam jeszcze te igiełki z narkotykiem, który natychmiast powala wołu. Uśpię psisko na ładnych kilka godzin.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 9 10 11 12 13 10353 10354 10355