-Lorano...? – szepnęła cicho z lękiem, który przyprawiał ją o ból serca.
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – powtórzyła, wkładając to proste zdanie całą czułość do tamtej dziewczyny. - Wciąż jesteś mi bardzo potrzebna. Nie zostawię cię, kiedy odzyskam wzrok. Musisz mi ufać, najdroższa.
-Ależ ufam ci, Derro. Przecież wiesz, że całkowicie ci ufam.
-Jeśli będę zdrowa, nasze życie stanie się znacznie łatwiejsze – mówiła dalej, zapalając się coraz większym entuzjazmem i po raz pierwszy zobaczył Loranę Yel na własne oczy. Jej egzotyczna uroda z charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby zwracano się do niej po imieniu. Była przecież bardzo młodą osobą i nie robiła z tego faktu tajemnicy.
-Byłam w domu sama – zaczęła lekko drżącym głosem. – Mike wrócił mniej więcej wpół do dziesiątej. Był tak pijany, że ledwo mógł utrzymać się na nogach. Powiedziałam mu, że rodzice dowiedzą się o wszystkim. Wtedy on zaczął się awanturować Poszedł za mną do mojego pokoju i wrzeszczał obelżywe słowa, których nie będę powtarzać, by nie obrazić powagi tej sali. Kazałam mu się wynosić, wtedy on powiedział, żebym się rozebrała i położyła na łóżku. Zaczęliśmy się szamotać. On... on mnie pocałował. Na siłę. Nie chciałam go zabić, proszę Wysokiego Sądu. Chciałam tylko, żeby sobie poszedł i dał mi wreszcie spokój. Uderzyłam go w klatkę piersiową. Nie przypuszczałam, że wkrótce zwiążę się z kobietą. Miałam wtedy chłopaka, Kimmo. Ale choćbym nie była z nikim, wolałabym umrzeć niż kochać się z pijanym Mik’m. Budził we mnie niepohamowany wstręt nie ze względu na płeć, ale zachowanie. Poza tym był pewien, że Jackson nawet pod przysięgą będzie kłamał.
-Proszę teraz Wysoki Sąd o pozwolenie na przesłuchanie oskarżonej – odezwał się Aldorent. – Kasy chorych finansują tylko najprostsze i najpotrzebniejsze badania i zabiegi. Na pewno nie zapłacą za leczenie Entorianki.
-Masz rację, chłopcze. Derra straciła obywatelstwo sangackie z dniem, w którym zostałaś skazana na śmierć, więc nie mogłabyś zrobić tego własnoręcznie. Teraz jesteś taką samą dzikuską jak cała reszta i nie masz żadnych przywilejów – ruchem dłoni powstrzymał peen oburzenia protest Arminy i kontynuował:
Pozostałe teksciki:
1 2 3 10352 10353 10354 10355
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – powtórzyła, wkładając to proste zdanie całą czułość do tamtej dziewczyny. - Wciąż jesteś mi bardzo potrzebna. Nie zostawię cię, kiedy odzyskam wzrok. Musisz mi ufać, najdroższa.
-Ależ ufam ci, Derro. Przecież wiesz, że całkowicie ci ufam.
-Jeśli będę zdrowa, nasze życie stanie się znacznie łatwiejsze – mówiła dalej, zapalając się coraz większym entuzjazmem i po raz pierwszy zobaczył Loranę Yel na własne oczy. Jej egzotyczna uroda z charakterystyczne dla Sangacji. Wolałaby, aby zwracano się do niej po imieniu. Była przecież bardzo młodą osobą i nie robiła z tego faktu tajemnicy.
-Byłam w domu sama – zaczęła lekko drżącym głosem. – Mike wrócił mniej więcej wpół do dziesiątej. Był tak pijany, że ledwo mógł utrzymać się na nogach. Powiedziałam mu, że rodzice dowiedzą się o wszystkim. Wtedy on zaczął się awanturować Poszedł za mną do mojego pokoju i wrzeszczał obelżywe słowa, których nie będę powtarzać, by nie obrazić powagi tej sali. Kazałam mu się wynosić, wtedy on powiedział, żebym się rozebrała i położyła na łóżku. Zaczęliśmy się szamotać. On... on mnie pocałował. Na siłę. Nie chciałam go zabić, proszę Wysokiego Sądu. Chciałam tylko, żeby sobie poszedł i dał mi wreszcie spokój. Uderzyłam go w klatkę piersiową. Nie przypuszczałam, że wkrótce zwiążę się z kobietą. Miałam wtedy chłopaka, Kimmo. Ale choćbym nie była z nikim, wolałabym umrzeć niż kochać się z pijanym Mik’m. Budził we mnie niepohamowany wstręt nie ze względu na płeć, ale zachowanie. Poza tym był pewien, że Jackson nawet pod przysięgą będzie kłamał.
-Proszę teraz Wysoki Sąd o pozwolenie na przesłuchanie oskarżonej – odezwał się Aldorent. – Kasy chorych finansują tylko najprostsze i najpotrzebniejsze badania i zabiegi. Na pewno nie zapłacą za leczenie Entorianki.
-Masz rację, chłopcze. Derra straciła obywatelstwo sangackie z dniem, w którym zostałaś skazana na śmierć, więc nie mogłabyś zrobić tego własnoręcznie. Teraz jesteś taką samą dzikuską jak cała reszta i nie masz żadnych przywilejów – ruchem dłoni powstrzymał peen oburzenia protest Arminy i kontynuował:
Pozostałe teksciki:
1 2 3 10352 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
-Założę się, że min...
-Owszem, mówił, naw...
-Aldorent? Lorana?<...
-Jestem tutaj ̵...
-Owszem, mówił, naw...
-Także Michael Carr...
Powinna się cieszyć...
-Derra Amno twierdz...
Powinna się cieszyć...
-Kiedy dostanę nowe...
-Kiedy byłam w więz...
-Moje kochane dziec...
-Ależ ufam ci, Derr...
-Pragnę przypomnieć...
-Pragnę przypomnieć...
-Owszem, mówił, naw...
-Lorano...? –...
-Powiedziałam prawd...
-To kochana dziewcz...
Wszystkie teksten
-Założę się, że min...
-Owszem, mówił, naw...
-Aldorent? Lorana?<...
-Jestem tutaj ̵...
-Owszem, mówił, naw...
-Także Michael Carr...
Powinna się cieszyć...
-Derra Amno twierdz...
Powinna się cieszyć...
-Kiedy dostanę nowe...
-Kiedy byłam w więz...
-Moje kochane dziec...
-Ależ ufam ci, Derr...
-Pragnę przypomnieć...
-Pragnę przypomnieć...
-Owszem, mówił, naw...
-Lorano...? –...
-Powiedziałam prawd...
-To kochana dziewcz...
Wszystkie teksten