Losowy tekscik:



-To niczego nie zmienia – powtórzyła, wkładając to proste zdanie całą czułość do tamtej dziewczyny. - Wciąż jesteś mi bardzo potrzebna. Nie zostawię cię, kiedy odzyskam wzrok. Musisz mi ufać, najdroższa.
-Ależ ufam ci, Derro. Przecież wiesz, że całkowicie ci ufam.
-Jeśli będę zdrowa, nasze życie stanie się znacznie łatwiejsze – mówiła dalej, zapalając się coraz większym entuzjazmem i po raz pierwszy od wielu dni pozwalając sobie na snucie marzeń. – Bo tylko pomyśl, Lorano. Będziesz mogła zostawić mnie samą w domu bez obawy, że odkręcę kurek od gazu i wysadzę w powietrze kamienicę. Będę mogła pójść na zakupy, kiedy nie będziesz sama.
Przysunęła się bliżej do Quatessinki i oparła nareszcie skroń o bark tamtej, milknąc na dobre po tej żarliwej deklaracji. Lorana otoczyła ramieniem jej smukłą kibić, mocniej przyciągając do siebie przyjaciółkę i stopniowo się rozluźniając. Siedziały tak do późych godzin, ciesząc się łagodnymi podmuchami wiatru, uroczystym pięknem rojących się bez opamiętania gwiazd i aksamitem nieba, nie dbając o narastające pragnienie snu, jakby miała to być ich ostatnia wspólna noc, lgnąc do siebie czule i wymieniając od niechcenia lekkie jak wiosenny wiatr pocałunki.
Ten zaś, który przywiódł malarkę do zakazanego dla niej miejsca, czuwał nad dziewczętami dyskretnie tuż za płotem, powściągając ciekawość i nie popatrując na nie w bladej poświacie pyzatego księżycauć dobrze rozpoczętej znajomości, więc tylko zablokował w milczeniu wszystkie cztery klamki, zapobiegając w ten sposób ewentualnemu wypadkowi. Derra zsunęła ze stóp pantofle i ułożyła się wygodnie na obitej prawdziwą skórą kanapie, opierając głowę, okoloną burzą miedzianych, świeżo umytych włosów, na kolanach przyjaciółki. Wciąż była niewidoma i nadal z takim samym zapałem bawiła się ze światem w chowanego. Zresztą, nie zamierzała niczego udawać w obecności tego bardzo wysokiego i solidnie zbudowanego mężczyzny siadła obok niego w pierwszej ławie, nerwowo skubiąc palcami brzeg sukienki. Za plecami miała rodzinę i przyjaciół. Odchyliła się do tyłu iszepnęła cicho:
-Aldorent? Lorana?
-Jestem tutaj – usłyszała drogi szept, dobiegający z bardzo bliska. W milczeniu siadła na ławce obok Quatessinki, składając obie dłonie na podołku. Przez kilka chwil żadna z nich się nie odzywała. Siedziały tylko, ciesząc się urokiem życia.


Pozostałe teksciki:
1 2 3 10353 10354 10355